"Żyć i umrzeć"

Świt wstał nad górami dosyć wcześnie. Przesilenie letnie było już praktycznie faktem, rozświetlając mroki lasu już o godzinie czwartej nad ranem. Niebo mieniło się w zimnych i mrocznych niebieskich barwach, mieszając się z pomarańczowo żółtym blaskiem budzącej się do życia kuli ognia. Delikatne promienie słońca przedzierały się przez ogromne gałęzie, padając powoli na asfalt drogi biegnącej przez wzgórza. Chmury kłębiły się majestatycznie, przybierając zapierające dech w piersiach rozmiary i kształty. Wszystkiego dopełniał śpiew ptaków, mających swoje gniazda, na co drugim drzewie. Skowronek wylądował na barierce, która w pewnym momencie łączyła się z taśmą zabezpieczającą. Reszta barierki leżała pognieciona i wykręcona na całej długości zbocza, znajdującego się po jej drugiej stronie. Skowronek odleciał, podążając za śpiewem swoich rówieśników. Zatrzepotał skrzydłami nad taśmą, prawie ją nadszarpując. W dole leżały rozrzucone części i elementy karoserii starego samochodu, którego już się pozbyto.
-Co o tym sądzisz? – Zapytał Marcin, kierowca czerwonej Mazdy RX-8. Za nią stał Ford Cougar, którego kierowcą był Konrad.
-Wypadł z drogi? W tym miejscu.. Szybki łuk.
-Nie wiadomo, w jakim stanie był ten jego samochód. Może mu coś pękło od tej szybkiej jazdy.. Lub opony zawiodły.
-Zastanawia mnie, gdzie się podziało Porsche.
-Ponoć kierowca nawet nie zauważył, że samochód spadł, myślał, że po prostu uderzył w barierki i się zatrzymał.
-Chciałbym z nim porozmawiać.
-Ta, ja też.
-Coś czuję, że pobicie rekordu tej trasy będzie trudne, jeżeli nawet miejscowi sobie nie radzą.
Marcin podszedł bliżej zbocza. Przeszedł pod taśmą i stanął na krawędzi.
Zderzak, drzwi, błotnik. Samochód został rozczłonkowany..
-Dobra.. Nie wiem jak Ty, ale ja mam dość na dziś. – Rzucił Konrad, wsiadając do swojego Forda. Wkręcił silnik na obroty, uruchamiając kompresor i podjechał trochę bliżej. – Zgadamy się. – Wcisnął gaz do podłogi i zerwał się w miejscu, zjeżdżając w dół góry.
Marcin stał jeszcze przez chwilę, chcąc zejść w dół i obejrzeć pozostałości. Wtedy jednak za jego plecami rozległ się mistyczny pomruk.
...

Cougar nie dawał z siebie wszystkiego. Zgrabne, aczkolwiek ciężkie nadwozie dawało Konradowi poczucie panowania nad sytuacją. Przez pół roku jeździł mniejszym i lżejszym samochodem, ze zdziwieniem odkrywając, że jest dużo wolniejszy. Mały gokart wymagał od niego większego skupienia, ponieważ samochód był wyczulony na każdego rodzaju nagły ruch. Tutaj tak nie jest. Lubił opór. Podobało mu się, że samochód jest stabilny przy dużych prędkościach, ale jednocześnie dobrze sobie radzi w zakrętach. Jedyną wadą było nadmierne zużywanie opon z przodu.. Ale potrafił z tym żyć. DURATEC V6 z dodanym kompresorem nie mógł być słabym silnikiem. Ford źle zrobił, produkując ciężki samochód z mało wydajną jednostką, którą może pokonać zwykły Civic, albo nawet Corolla. Konrad wszystko to poprawił i dostroił na swój własny, zabawny sposób.
–Nie rozumiem.. Po prostu nie rozumiem, jak on mógł stamtąd wypaść. Te drogi są łatwe. Co prawda.. Jest kilka niebezpiecznych punktów, ale nadal nie stanowią one wielkiego zagrożenia. Jakim cudem? Nie wiem.. Cóż. Za dwie noce to my tu będziemy mieli renomę.
Wtedy w lusterku wstecznym rozbłysły światła samochodu, który wypadł zza zakrętu z niesamowitą szybkością.
–W końcu ktoś się napatoczył. To chyba jeden z naszych..
Oba samochody pokonały szybki łuk w lewo, jadąc nadal w dół. Wpadły w zakręt w prawo.
W tylnym lusterku Cougara pojawiły się podnoszone światła.
-He? – Spojrzał szerokimi oczyma.
Samochód zbliżał się bardzo szybko.
-Co jest? Rafał się z nami bawi? – Zatrąbił.
-Samochód w tylnym lusterku zbliżył się niesamowicie szybko. Nie zmieniło tego to, że Konrad przyśpieszył w zakrętach.
-W mordę, Rafał, daj spokój. Czekaj.. To chyba nie on.. Rafał nie jest w stanie tak szybko jechać.. Czy to Porsche?
Konrad mógł przysiąc, że za chwilę ten piekielny samochód uderzy w jego tylny zderzak. Nic nie zmieniła próba dezorientacji. Nic nie dało sprawdzenie hamulców. Niesamowity przeciwnik tylko czekał na doborowy moment, by zaatakować.
-To ten gówniarz z Porsche.. Miejscowy cholernik, który zaskoczył Mazdę!
Samochód z tyłu zaczął wyprzedzać. Włączył kierunkowskaz w prawo.
-Cc..co? Przecież tu nie ma miejsca! Lekki łuk w prawo i zero barierek!
Po wewnętrznej stronie drogi rosło wielkie, grube drzewo.
-Ahh. – Spanikował. – Chcesz się zabić?
Samochód nie zwalniał. Szedł po wewnętrznej, na centymetry mieszcząc się między poboczem a Fordem. Nagle Cougara zaczęło znosić na lewo.
–Niech to.. Nie mam trakcji.
Cougar przyhamował, zostawiając więcej miejsca przeciwnikowi.
Na poboczu rosło kolejne drzewo, którego nie spostrzegł, będąc zdezorientowanym przez przeciwnika.
-Nn..nie. – Jęknął, skręcając lekko w lewo.
Samochód zmieścił się między Konradem a przeszkodą, wychodząc z łuku Power slidem. Jego przód już wyprzedził Forda.
-Kolejny łuk w lewo. Mam okazję..
I wtedy nastąpiła eksplozja.
-Kurwa! – Rzucił.– Przebiłem oponę? – Kurczowo nacisnął na hamulec, blokując koła i zatrzymując się na poboczu. Przeciwnik mignął tylko, będąc w pogoni za wschodzącym słońcem.
Konrad wysiadł z samochodu, dusząc silnik. Słychać było tylko delikatne cykanie gorącej widlastej szóstki Forda, bicie serca Konrada.. I ryk oddalającego się potwora.
–Porsche? Ponad trzydziestoletni samochód..
Powietrze uchodzilo z opony, sycząc wściekle.
–... K u r r r w a! – Trzasnął drzwiami.

...

Później

Bielsko - Biała

Małe i pierdołowate Subaru Justy zatrzymało się z piskiem opon przed kolejką na parking pod szpitalem okręgowym w Bielsku-Białej. Nikodem wrzucił jedynkę i delikatnie wtoczył się chodnikiem na główny plac, gdzie gwałtownie przyśpieszył i zawrócił na ręcznym przed śmieciarką, która nagle wyłoniła się zza stojącego vana.
-Jezus Maria Nikodem, zabijesz nas. – Rzucił Radzio.
Ten jednak nie słuchał, był wściekły. Przecisnął się między dwoma wyjeżdżającymi samochodami na centymetry, kręcąc do czerwonego pola mały, ale żywiołowy silnik. Zauważył wolne miejsce w kopercie. Podjechał odrobinę za szybko i zatrzymał się na ukos. Źle zaparkował, ale teraz go to nie interesowało.
Wysiedli i zamknęli drzwi na klucz, po czym pobiegli do szpitala.
...
-Stan pacjenta jest krytyczny, aczkolwiek stabilny. I tak miał dużo szczęścia.
-Co się właściwie stało? – Pytał Nikodem.
-Nie wolno nam udzielać takich informacji.
-To nasz przyjaciel.
-A mnie obowiązuje przysięga lekarska. – Rzucił zimno doktor. – Uderzył bardzo niefortunnie, bo poduszka powietrzna nie wypaliła. Fotel musiał go bardzo słabo trzymać, bo to wygląda tak, jakby przedarł się przez cały samochód, nim się zatrzymał. Głowę ma poważnie uszkodzoną.. Ale staramy się, jak tylko możemy..
Nikodem przez szybę w drzwiach zauważył zapłakane twarze, dumające nad tym jednym jedynym łóżkiem w sali. Matka, ojciec, brat i siostra. Wszyscy płakali i się modlili o zdrowie.. Albo o szczęście. Zacisnął pięści ze wściekłości. – A mogłem Cię zatrzymać, Ty biedny idioto. Mogłem..
-Czyli co mu grozi? – Zapytał Radosław.
Doktor spojrzał na obu nastolatków, po czym zdjął swoje okulary z nosa i schował do kieszeni kitla, kierując się w stronę wyjścia z oddziału.
-Doktorze! – Krzyknął Nikodem.
Ten zatrzymał się na moment, spoglądając w podłogę.
-Co z nim? – Dodał.
Odwrócił się bardzo niechętnie, spoglądając na nich ponuro.
-Wasz kolega zapadł w śpiączkę.
Nie odpowiedzieli.
...
Siedzieli w Subaru od dłuższego czasu. Nikodem wyglądał tak, jakby był gotów do jazdy. Zapiął pasy, przyjął pozycję. Trzymał dłonie mocno zaciśnięte na kierownicy, myśląc bez przerwy. Radosław spoglądał w podłogę samochodu, jakby sam się obwiniał o to, co się stało.
-To nie był wypadek. – Rzucił Nikodem.
-Co Ty gadasz..
-To nie mógł być wypadek.
-Ale to był wypadek. Przecenił swoje możliwości i tyle..
-To jest zbyt proste, żeby było prawdą.
-A jeżeli jest prawdą? Co, jeżeli to była tylko jego wina? Nie możemy się obwiniać o jego wolną wolę. - Tupnął w podłogę samochodu.
-Ale się sam obwiniasz. Przecież po tobie widzę. Wkurwiasz się, bo dobrze widziałeś świetliki w jego oczach, kiedy Bartoszek z Porsche zgodził się na wyścig.
-A Ty byś go zatrzymał?
-Tak.
-A on by Ciebie zatrzymał?
-Ja się nie chcę ścigać.
-Oh, daj spokój. Nawet ja chcę, a co dopiero Ty. Wiem, że jeździłeś gokartami.
-Ale to było dawno temu.
-I wiem, że jeździłeś z Tomkiem na motocyklach. Jak to się stało, że zapał do rywalizacji przeszedł z Ciebie na niego?
-Nie wiem, ale sam widzisz. Ja się chciałem odciąć, a jakbym pojechał.. To by prędzej ze mną się pościgał. Nawet jakby sam Vettel rzucił mu wyzwanie, to i tak wolałby pokonać mnie niż mistrza Formuły jeden. Wolałby jeździć starą Corollą niż nowym 370z. Wolałby pić ze mną niż z Tomem Hanksem. On taki jest, a ja o tym nie pomyślałem w porę.
-No dobra.. Wierzę. Ale nadal.. Mógł się rozpieprzyć z własnej winy.
-On nie mógł ot, tak się rozbić. – Uruchomił silnik.
-Więc co teraz?
-Jedziemy szukać wraku. – Wtedy odezwał się SMS w jego telefonie. Nikodem wyjął Samsunga z kieszeni i spojrzał na nieznany numer. "Hej, tu Diana.. ". – Skąd ma mój numer? – Pomyślał.
-Kto to?
-Yh.. Tata. Powiedział, żebym wrócił przed zmrokiem.
-Co? Chce wiedzieć, czy Ty też się nie rozbiłeś?
– No skąd ten numer.. Jak.. - Myślał.
-Dobra.. To, od czego zaczniemy?
-Od parkingu policyjnego, straży miejskiej.. Potem jedziemy na złomowisko.
...
Diana siedziała w swoim pokoju, udekorowanym tak, by przypominał swoimi elementami klasyczny apartament.
"Dzięki za numer do Nikodema.. Nie odpisał mi jeszcze". – Wysłała wiadomość do kolegi z klasy, po czym rzuciła telefon na łóżko i usiadła na podłodze.
–Ciekawe co teraz robi..
Przejrzała się w lustrze, które było naprzeciwko.
–Może gdzieś dzisiaj wyskoczę.. Co oni w tych górach robią?
...
Słońce dogadywało niemiłosiernie, zamieniając samochody bez klimatyzacji w mikrofalówki. Nikodem i Radosław siedzieli w kawiarni, studiując mapę Bielska i okolic.
-Sprawdziliśmy już większość ważniejszych miejsc. Nawet nie do końca legalnie. – Skomentował Radek, trzymając w dłoni lornetkę.
-To niemożliwe.. Ten samochód musi gdzieś stać. Gdzieś blisko..
-No ale gdzie?
-Ktoś musi sprawować nad nim pieczę. Musi mieć jakąś ochronę.. Raczej żaden random nie zbliży się ot, tak.
-A co jeżeli jest odwrotnie?
-To możemy jechać na złomowisko. – Stwierdził. – Albo.. – Wyjął z kieszeni telefon i wstukał numer.
-Do kogo dzwonisz?
-Cii..
Samochody przejeżdżały w ślimaczym tempie, wyjąc swoimi wiatrakami i szarpiąc. Kierowcy trąbili i przeklinali, nie mogąc wytrzymać zaistniałej sytuacji i tego piekielnego upału. Kolejny dzień lata, które zapowiadało się bardzo nieprzyjemnie. Lato w mieście miało ten plus, że gdzie nie spojrzeć chodziły skąpo ubrane dziewczyny, których tak bardzo Radkowi brakowało.
-Tak wiem.. Tak wiem.. Słuchaj mam bardzo ważne pytanie.. – Mówił Nikodem do telefonu, jednak Radosław go nie słuchał. Był zbyt zajęty obserwowaniem dziewczyn i rozmyślaniem nad bielizną, którą musiały nosić. –Ta nosi koronkę.. Ta musi mieć figi.. A ta nie ma nic. – Uśmiechnął się. Nikodem w końcu pstryknął palcami przed jego nosem.
-Mam.
-Do kogo w końcu dzwoniłeś?
-Do jego brata.
-No i czego się dowiedzieliśmy?
-Że będzie czekać pod starą Sferą za godzinę.
-Ot, tak zgodził się nam pomóc?
-A czy pozostało mu coś lepszego do zrobienia? Tomkowi już nic nie może bardziej zaszkodzić.. Jedyne co możemy, to tylko dowiedzieć się, czy to był wypadek, czy też próba zabójstwa.
...
Parking wypełniał ogrom zapomnianych, opuszczonych i porzuconych samochodów. Znalazły się takie, które tylko czekały na właściciela. Kwestia dni może tygodni. Bywały takie, które czekały już kilka lat. Smutne było to, jak niepożądany los spotykał niektóre samochody, a ich właściciele mogli nawet o tym nie wiedzieć, przebywając za granicą od lat. Szli wzdłóż kolumny, istnego kalejdoskopu samochodów z różnych czasów i w różnym stanie. Na samym końcu stała dwudziestoletnia, jasnoniebieska Mazda 323.
Albo to, co zostało z Mazdy 323.
Przód był całkowicie zniszczony. Wgniecenie w tylnym lewym błotniku było tak duże, że samochód wyglądał jak zgnieciona puszka. Nikodem obszedł wrak, szukając jakichś podejrzanych śladów.
-Wypadł z drogi przy dużej prędkości. – Mówił Radek, zaglądając do środka. – Licznik zatrzymał się prawie przy stu na godzinę. Jezus.. – Kontynuował, widząc resztki śladów krwi we wnętrzu.
Brat Tomka stał przed samochodem i zastanawiał się, jakim cudem doszło do czegoś, co przecież wydaje się tak nierealne. – Śpiączka..
Nikodem przyjżał się tylnemu błotnikowi i zderzakowi. Mimo że oba te elementy były poturbowane, coś mu nie pasowało.
-To wgniecenie.. – Przejechał palcami po wyraźnym wgłębieniu w karoserii. – Na pewno nie powstało na wskutek upadku ze zbocza.
-Co? – Zapytali obaj.
-Jakiego koloru było Porsche? – Wyłonił się zza samochodu.
-Yy.. Ciemnoszare.
-Tu jest inny lakier. Na pewno nie jest to zdarta warstwa. To Porsche go zepchnęło. Sukinsyn prawie go zabił.

...

Ustroń
Godzinę później.

-Dobra, dobra.. Zacznijmy od tego, że nikt normalnie tam nie organizował wyścigów. Ta cała okolica.. Nie ma tam policjantów. Aż mnie to zaskoczyło, bo dookoła są domy. – Mówił Marcin do swojego telefonu.
-Może normalnych wyścigów nie, ale na pewno bywały jakieś pojedynki. W każdym razie.. Salmopol stał się ostatnio strasznie opustoszały. Jedyne co tam jest, to patrole policjantów, Prodżekty Ejgt Six i BMW. Masa BMW.. Możemy tchnąć życie w inne miejsce.. I to całkiem niedaleko. – Odpowiedział Konrad.
-To, co było ostatnio to jakiś zabawny odłam tych wszystkich grup ala "nocna jazda tego miasta". Przyjechali żeby się spotkać, nie żeby się ścigać. Rozmawiają o swoich samochodach i obrzucają błotem, ale normalnie nie chcą wyjechać na ulicę, żeby poszaleć.
-Szaleć to złe słowo. Po prostu się pojedynkować.
-W każdym razie.. Motocykliści tam jeżdżą. Motocyklistów jest pełno.
-Skończyły się czasy samochodów. Gimbaza woli szaleństwa na dwóch kołach. W dzisiejszych czasach mogą przerabiać swoje pięćdziesiątki tak bardzo, że są porównywalne ze sto dwudziesto piątkami. Jadą po nocach w góry i ścigają się o swój dziecinny honor.
-Łezka się w oku kręci, kiedy się wspomni dwa tysiące dziewiąty. Jezu.. My wtedy zaczynaliśmy, nasi kompani wtedy zaczynali. O n wtedy zaczynał.
-O n i jego Ford Sierra.
-Tragiczna historia, słuch o nim zaginął.. Ty, właśnie. Odkryłem jakąś dziwną plotkę po zagłębieniu się w sprawie.
-Hm? O co chodzi?
-Paręnaście lat temu w tych okolicach jeździł jakiś kierowca rajdowy, którego tożsamości jeszcze nie ustaliłem.
-Dalej.
-On i jego syn przywykli do regularnych przejażdżek w okolicach Żaru, często łamiąc przepisy i ścigając się.. Na czas.
-Ojciec, kierowca rajdowy, uczył syna jak jeździć w rajdach po publicznych drogach ? – Zamilkł.
-Tak. Plotka głosi, że czas przejazdu do dziś nie został pobity.
-Kto go ustanowił?
-Tego też nie ustaliłem.. Albo ojciec, albo syn.
-Skąd Ty to w ogóle wiesz?
-Pytałem miejscowych. Czytałem fora.. Byłem wszędzie. Zlepiłem z tego całą historię, która wydaje się być prawdopodobna.
-Ale to tylko plotka. – Odparł. – Nie pomoże nam za bardzo.
-A może akurat pomoże? Nie wiesz, nie próbowaliśmy.
-Dobra.. Zadzwonię do Ciebie dziś wieczorem. Ustalimy kolejne spotkanie. – Odparł Konrad.
-Okej. – Marcin rozłączył się pierwszy.
Kierowca czerwonej Mazdy RX-8, Marcin, syknął pobłażliwie na słowa swojego kumpla, sądząc, że stoi przed jedyną szansą na ożywienie wyścigowego życia, które tak brutalnie i bardzo szybko zostało strzepnięte pod dywan i zapomniane. Wyszedł z domu, zostawiając dziewczynę samą w łóżku i skierował się do garażu.

Mazda RX-8 była ostatnią generacją słynnej serii RX. Ostatni na świecie samochód z silnikiem Wankla, znanego szerzej jako Mazda Wankel Engine. Z pozoru małej pojemności 1.3 litra silnika RENESIS, zdołał wygenerować ponad 230 koni mechanicznych, przekazywanych na tylne koła. Model z samego końca produkcji z 2012 roku w kolorze Soul Red. Perfekcja na czterech kołach.
Coś, co działało niczym samurajski miecz.
Coś, co budziło emocje.
Coś, co przywoływało wspomnienia.
Ciężkie wspomnienia.